Nagranie z Knurowa przypomina sceny niczym z horrorów lub z ich parodii. 8 marca fanpage "Twój Knurów" zamieścił niespełna minutowe nagranie zrobione z samochodu.
11 kultowych horrorów klasy B, czyli filmy grozy tak złe, że aż śmieszne. Huragan rekinów, kosmiczni klauni, zdeformowany brat bliźniak w wiklinowym koszyku W przeciwieństwie do
12 253 efekty dźwiękowe Horror dostępne na zasadach licencji bez tantiem. Ogień. Destrukcja. Industrialne. Inne. Zwierzęcy. Tłum. Sport. Dźwięk ciemnego przejścia wstecznego.
Seriale grozy cieszą się w ostatnich latach dużym zainteresowaniem. Duży wpływ na to miała platforma Netflix oraz Ryan Murphy ze swoją słynną antologią seriali-horrorów. Jeśli ciekawi Cię, które seriale grozy są absolutnie najlepsze, przedstawiamy naszą subiektywną listę 10 tytułów. Gwarantujemy, że zmrożą Ci krew w żyłach.
Inspirowany autentycznymi zdarzeniami cykl horrorów, którego spoiwem są postaci badaczy zjawisk nadprzyrodzonych - Eda ( Patrick Wilson) i Lorraine ( Vera Farmiga) Warrenów. Kolejne części "Obecności" przedstawiają udokumentowane przypadki rzekomych nawiedzeń i opętań, z jakimi zetknęli się bohaterowie w latach 70. i 80. XX wieku.
Jego Sinister często wymienia się jako jeden z najstraszniejszych horrorów – lub ten najstraszniejszy. Najważniejsze dzieła: Egzorcyzmy Emily Rose (2005) | Sinister (2012) 1 2 NASTĘPNA STRONA. Ostrzegamy, że podczas czytania możecie poczuć ciarki na plecach. Przed wami najlepsi reżyserzy horrorów wszechczasów.
Dziewczyna zostaje przeklęta, w wyniku czego bliscy jej ludzie umierają. Aby odwrócić bieg wydarzeń, bohaterka musi zmierzyć się z tragiczną historią nawiedzonego domu. Klątwa Ju-On to klasyk japońskiego podejścia do budowania grozy. Co ciekawe, najbardziej pamiętne i przerażające sceny rozgrywają się w świetle dnia.
Dlatego też o wiele łatwiej i częściej można natrafić na słabe horrory, niż na arcydzieła tego gatunku. Poniżej znajdziecie prawdopodobnie najgorsze horrory wszech czasów. Przy czym nie twierdzę, że na niektórych z nich nie będziecie się dobrze bawić, aczkolwiek o ile uznacie je za komedie klasy Z. The Creeping Terror
Od „Szkoły czarownic” i „Carrie” po „Śmiertelne zauroczenie” i „Dziecko Rosemary” – polecamy 30 niezapomnianych horrorów. Zbliża się wigilia Wszystkich Świętych i choć w chłodne jesienne wieczory można oglądać pełne krwi horrory typu „Freddy kontra Jason”, wartych uwagi jest też wiele kultowych tytułów, o
Lalki z horrorów pobudzają odbiorcze lęki, ale i wyobraźnię twórców, przypisujących im przymioty wykraczające poza małoletnie skojarzenia. Zacierając granicę między tym, co nieożywione a ludzkie, horrory o lalkach podważają zasadność dominacji nad światem materii, która decydowała o kierunku kształtowania się samoświadomości człowieka cywilizacji.
WM7wx5x. Horrory, czyli "kiedyś to było" Horror towarzyszy nam praktycznie od początku kinematografii, pierwsze krótkometrażowe historie z dreszczykiem kręcił już Georgesa Méliès, za debiut gatunkowy uznano jego „Rezydencję diabła” (możecie go obejrzeć pod akapitem). Co ciekawe, pomimo że film pochodzi z 1896 r. praktycznie cały został zrealizowany przy pomocy efektów specjalnych, no, właściwie to efektu, konkretnie stopklatki. Wraz z profesjonalizacją produkcji szybko pojawiły się pierwsze adaptacje książkowej klasyki, takie jak na przykład „Doktor Jekyll i pan Hyde”. Lata 20-te przyniosły światu pierwsze gatunkowe arcydzieła, mowa oczywiście o niemieckim ekspresjoniźmie z ikonicznym „Nosferatu: symfonia grozy” na czele. Dekadę później w Stanach sławę zdobyli Béla Lugosi, rolą Draculi oraz Boris Karloff grający potwora Frankensteina. Wywołało to pierwszą wielką modę na ten gatunek, niestety większość filmów, które wtedy powstawały była kiepskimi imitacjami hitów produkowanych przez wytwórnię Universal. Produkcja horrorów wyhamowała w czasie i tuż po II Wojnie Światowej, ludzie doświadczyli w tym czasie tylu strasznych rzeczy w prawdziwych życiu, że dodatkowa stymulacja chyba przestała im być na taką skalę potrzebna. Sytuację odwróciło powstanie fenomenu pod nazwą horrory z wytwórni Hammer, którego aktorskim symbolem stał się Darcula w wykonaniu Christophera Lee. Czerpiąc jeszcze z trochę teatralnej stylistyki znanej z filmów z Lugosim, producenci dołożyli do nich znacznie więcej krwi, atrakcyjnych kobiet i... niestety najczęściej bardzo niedopracowane scenariusze. Nie mniej, na pewien czas widzowie „kupili” ten powrót horroru i masowo chodzili na te filmy do kina. Znacznie większa krwistość horrorów z lat 50-tych zrobiła podłoże pod powstania jego podgatunku nazywanego gore. Bryzgająca we wszystkich kierunkach krew, rozszarpywane członki, dosłowność pokazywanych scen miały wywołać u widza uczucie obrzydzenia, odrazy i... satysfakcji. Za pierwszego przedstawiciela tej grupy filmów uznaje się „Krwawą ucztę” H. G. Lewisa. Gore zdobyło grono wiernych fanów, ale jednocześnie dla większości widzów w tamtym czasie okazało się „za bardzo, za daleko”. Na większe uznanie zapracowali dopiero tacy twórcy jak G. Romero ze swoją „Nocą żywych trupów” czy Tobe Hooper z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”, którzy w nieoczywisty sposób włączyli w swoje filmy komentarz do ówczesnej sytuacji społecznej. Widzowie zresztą też zaczęli się zmieniać, dosłowna przemoc była wtedy już obecna nie tylko w filmach tego gatunku. Jednocześnie przez cały ten okres różne elementy stylistyki czy zagrywek fabularnych charakterystyczne dla horrorów przenikały do innych gatunków filmowych. Korzystali z nich chętnie tacy twórcy jak choćby Hitchcock, Polański czy Stanley Kubrick. Ten trend miał się w przyszłości jeszcze się rozwinąć, przynosząc nam choćby takie dzieła jak seria „Obcy”, łącząca w kolejnych częściach elementy różnych podgatunków horroru z kinem science-fiction. Od przełomu lat 70 i 80-tych zeszłego wieku horrory stały się wszechobecne, ilość produkcji typu „Halloween”, „Piątek trzynastego” czy „Koszmar z ulicy Wiązów” można liczyć w dziesiątkach. Elementy charakterystyczne dla tego gatunku stały się powszechne w kinie science-fiction (np. „Coś” Carpentera, wspomniana seria „Alien”), pojawiły się genialne eksperymenty, jak ewoluująca z horroru z elementami czarnego humoru do horroru komediowego seria „Martwe zło” / „Armia ciemności”. Niestety procentowo ilość tandetnych produkcji zaczęła mocno dominować i tak pozostało już do dziś. W okolicach roku 2000 osobnym zjawiskiem (i swego rodzaju gwarancją jakości) stały się horrory japońskie, często i zaskakująco dobrze adaptowane przez Hollywood. „Krąg”, „Dark Water” czy „Klątwa”, niezależnie od wersji, odcisnęły swoje piętno na historii gatunku. Mniej interesujące (przynajmniej z mojej perspektywy) są amerykańskie franczyzy typu „Krzyk”, „Piła”, „Oszukać przeznaczenie” czy produkowane seriami filmy w stylu "Wzgórza mają oczy”, „Wrong turn”. Eksploatowane do granic możliowści wyglądają, jakby ktoś cały czas korzystał ze scenariusza pierwszego filmu z serii i zmieniał tylko bohaterów i lokacje. Najbardzie wartościowe filmy tego gatunku nie pojawiało się na fali jakiejś mody. Najczęściej był to efekt pracy zdolnego reżysera ze świetnym materiałem literackim. „Dziecko Rosmary” (Polański - Levin), „Lśnienie” (Kubrick - King), „Wywiad z wampirem” (Jordan - Rice), „Dracula” (Copolla - Shelley), „9 wrota” (Polański - Perez-Reverte). Drugą grupą wyróżniających się utworów, są filmy, które w poważny sposób podeszły do tematu demonologii. Nie da się nie zacząć od genialnego "Egzorcysty” Friedkina, ale bardzo dobre są też „Rytuał” Håfströma, „Inni” Amenábara. To w tej grupie znajduje się film, który uważam za najlepszy horror w historii. „Egzorcyzmy Emili Rose” Scotta Derricksona to chyba jedyny film, który zdołał wywołać u mnie dłuższy dyskomfort psychiczny, do tego stopnia, że do dziś nie obejrzałem go drugi raz, pomimo mojego ateizmu połączonego z zainteresowaniem tematami demononologią od strony kulturoznawczo-historycznej. Ostatnią grupą „straszydeł”, którą bym wyróżnił jako ponadprzeciętne to horrory zagłębiające się pod pretekstem różnych nadprzyrodzonych czy apokaliptycznych wydarzeń w meandra ludzkiej psychiki. Przykładami tego typu produkcji będą na przykład moje ulubione seriale, „Dom grozy” oraz „Walking Dead”. Czy obecne horrory wciąż straszą? Takie pytanie dość często można spotkać w dyskusjach dotyczących tego gatunku i nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. Widz tego typu filmów bardzo się zmienił, widział już praktycznie wszystko, nie ma takiej kończyny i metody jej obcięcia, której gdzieś już nie pokazano. Nie ma takiego triku filmowego, którego już kilka razy byśmy nie widzieli, nie ma też chyba tematyki, której horror nie zaadaptowałby na swoje potrzeby. A jednak, perełki w tym gatunku cały czas się trafiają. Horrory to coś więcej niż akcja, która toczy się w nocy Co decyduje o tym, że dany film wybija się ponad przeciętność? Kluczowe wydaje się tutaj wyczucie reżysera, jak zbudować klimat grozy, często zresztą nie pokazując niczego strasznego w kadrze. Dobrym przykładem są tu filmy wspomnianego Derricsona („Sinister”) czy Jamesa Wana („Obecność”). Na uniknięcie wrażenia kliszy pozwala też połączenie horroru z innym gatunkiem, takie jak westernowy „Bone Tomahawk” czy wojenna „Dolina cieni”. Świetnie sprawdziło się też umiejscowienie akcji „Midsommar” na sielskiej wsi i skąpanie jej w świetle słońca. Nieustająco działa też urok horroru kostiumowego, jak choćby we wspomnianym „Domie grozy” czy „Kobiecie w czerni” z Harrym Potterem w roli głównej ;). Ciekawy klimat znajdziemy też w surowej i kameralnej „Czarownicy. Bajce ludowej z Nowej Anglii”. Ogólnie jednak zdecydowana większość dzisiejszych produkcji straciła zdolność wywoływania „horrorowych” emocji. Wszystkie dzisiejsze slashery i gore, może poza paroma kameralnymi produkcjami i kinem azjatyckim, to po prostu festiwal scenarzystów-rzeźników produkujących coraz bardziej krwawe, ale głupie i nudne filmy. Horror dziś, przez swoją powszechność, stał się gatunkiem trudnym tak dla ambitnego scenarzysty, jak i jeszcze bardziej dla reżysera. Niesetety, gatunek jest pop-kulturową kurą znoszącą złote jaja, więc producenci eksploatują go podobnie jak w latach 30-tych. Kiedy zacząłem pisać ten artykuł, wydawało mi się, że będzie to jego najłatwiejsza część. Tymczasem po krótkiej analizie wychodzi mi, że zawsze jakiegoś tytułu będzie mi żal, albo będę musiał zrobić listę Top 100 :). Jaki okres przyjąć? Szczególnie dziś, w czasach pandemii, gdy mamy możliwość nadrabiać zaległości, a serwisy VOD poszerzają swoje portfolia, aż prosi się, żeby polecić tu produkcje niekoniecznie najnowsze. Po namyśle zdecydowałem się ocenić okres od 2010 r. i wyróżnić 5 tytułów. Znakiem czasów jest to, że większość z nich to seriale, co jednocześnie powoduje, że ewentualne obejrzenie rzeczy z tej listy to zadanie na miesiące. Pierwszym wyróżnionym będzie serial „Dom grozy”. Fantastycznie nakręcony, jeszcze lepiej zagrany, z błyskotliwie splątanymi klasycznymi dla tego gatunku postaciami, wciąga nas w gęstą atmosferę wiktoriańskiego Londynu. Doskonała Eva Green, najlepszy w historii potwór Frankensteina, ikoniczny Dorian Grey i wielu innych świetnie napisanych bohaterów tworzą klimat, którego nie da się zapomnieć. Efekt psuje trochę zakończenie, wyglądające tak, jakby pod koniec kręcenia trzeciego sezonu ktoś postanowił, że czwarty kasują i nagle trzeba pozamykać wszystkie wątki. Na szczęście nie jest to spadek tak katastrofalny, jak w „Grze o Tron”. Drugie miejsce daje kolejnemu serialowi, zrobionemu w kompletnie innym stylu i klimacie, czyli o „The Walking Dead”. Serial, w którym po początkowym otrząśnięciu się i oswojeniu z zombie dowiadujemy się, że za większość przerażających sytuacji odpowiedzialni są ludzie. Serial, w którym boimy się nie tylko o naszych bohaterów, ale także o to, jaką drogę wybiorą. Poza tym to chyba jednyna na rynku produkcja, w której cały czas utrzymano zasadę, że każdy może zginąć. To nie jest to łatwe, stawiana często jak wzór tego podejścia „Gra o Tron” wymiękła w tej kwestii gdzieś w okolicy 5 sezonu... Serial ma obecnie 10 sezonów i tylko w jednym, ósmym zaliczył wpadkę jakościową. Trzecie miejsce na mojej subiektywnej liście trafi do komediowego horroru gore pt. „Ash kontra Martwe Zło”. Jest to serial będący kontynuacją przygód bohatera z serii „Martwe zło” / „Armia ciemności”, w którym bohater walczy ze złem uwolnionym w wyniku nieopatrznego odczytania zaklęcia z „Księgi umarłych”. Tak, jest tam wszystko to, co wcześniej skrytykowałem pisząc o slasherach, makabra na całego, flaki, obcinanie kończyn, ale... wszystko skąpane jest w oparach tak ogromnej dawki inteligentnego absurdu, że po prostu nie da się tego nie pokochać... Czwarte miejsce to „Pozwól mi wejść”, remake norweskiego horroru o przyjaźni pomiędzy chłopcem z problemami a małą wampirzycą, dziejący się w normalnym, dzisiejszym świecie. Znów film, który stawia na klimat, inteligencję widza i zabawę naszymi uczuciami dotyczącymi dzieci. Ostatnie miejsce w tym zestawieniu przyznam Jamesowi Wanowi, za jego „Obecność”. Jakość z jaką polepiono tu sztampowe motywy z przeciętnych amerykańskich horrorów, pokazuje ile znaczy talent do budowania klimatu. Widziałem sporo tytułów warsztatowo bardzo poprawnie zbudowanych, które jednak nie miały takiej siły oddziaływania. Nie uważam Wana za geniusza reżyserii czy kandydata do stworzenia w przyszłości jakiegoś arcydzieła, ale wydaje się, że w ramach tego gatunku będzie jeszcze długie lata jednym z najważniejszych nazwisk. W tym miejscu chciałbym też jeden film zhejtować. Tytułem okrzyczanym jak jedna z najlepszych produkcji ostatnich lata, było „Ciche miejsce” Johna Krasinskiego. Nie potrafię zrozumieć fenomenu tego filmu, poza świetnym pomysłem początkowym, wszystko jest tam rozwiązane w sposób urągający logice. Bohaterowie są idiotami, zło jest totalnie niezbalansowane (raz jest wszechmocne, a na końcu okazuje się banalne do zabicia), wykreowany świat nie ma za grosz wiarygodności. Szczerze odradzam. Jak widzicie na mojej liście nie znajdziecie znanych produkcyjniaków w stylu kolejnych „Pił”, „Zakonnic” i innych tego typu sztampowych produkcji. Nie ma też filmowych dzieł przez duże D, w stylu „Egzorcysty” czy „Egzorcyzmów Emilii Rose”, nie widzę wśród filmów z ostatnich lat, czegoś choć zbliżonego poziomem do wymienionych. Jedynie polecone przeze mnie seriale są klasą samą w sobie. Patrząc na zapowiedzi na najbliższy czas i biorąc pod uwagę to, że Covid-19 mocno spowolnił produkcję filmową, nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek film w najbliższym czasie zdołał to zmienić. Z wszystkich trailerów jakie ostatnio widziałem, intrygująco zapowiada się tylko marvelowski „Morbius”, ale do końca nie wiadomo ile w nim będzie horroru, a ile kina superbohaterskiego. Czemu Polacy nie kręcą horrorów? W zasadzie to od czasu do czasu kręcą. Problem w tym, że najczęściej po ich obejrzeniu widzowie woleliby, żeby ich jednak nie kręcono. O ile stare produkcje Marka Piestraka mają swój specyficzny urok, nowsze filmy wypadają najczęściej żałośnie. Połączenie klisz z amerykańskiego kina, z naszym przaśnym podwórkiem i kiepskimi dialogami powoduje, że widz nie jest w stanie uwierzyć w opowiadaną historię, polubić bohaterów czy zacząć przejmować się ich losem. Żeby jednak nie było samego narzekania, wyróżnię na tym polu dwie produkcje. Najlepszym polskim horrorem, do dziś trzymającym poziom jest film Jerzego Kawalerowicza „Matka Joanna od Aniołów”. Surowy, osadzony w głębokim średniowieczu ma świetny klimat i wypada bardzo dobrze na tle zachodniej konkurencji. Nie przypadkowo Scorsese uznał ten film za jedno z arcydzieł kinematografii. Z produkcji najnowszych niesamowity, straszno-groteskowy klimat oferuje nam musical z elementami horroru „Córki dancingu”. Zdaję sobie sprawę, że to produkcja, która odrzuci bardzo wiele osób, ale ja się na niej bawiłem przednie. Zupełnie natomiast nie rozumiem zachwytów nad „Demonem” Marcina Wrony, który chcąc wypowiedzieć się jednocześnie na poważny temat, zagubił gdzieś przejrzystość narracji i nie zdołał wytworzyć nastroju grozy. Jeśli chodzi o inne polskie produkcje, to nic nie przebije kuriozalnego slashera pt. „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, który jest podręcznikowym przykładem jak: - nie należy używać klisz - nie wzbogacać kina klasy B o lokalne „smaczki” klasy C. - nie wrzucać głupkowato różnych wątków tylko po to, aby wywołać skandal Cóż, na porządny, nowoczesny polski horror przyjdzie nam chyba jeszcze poczekać (wspomniane „Córki...” to jednak film z głębokiego pogranicza tego gatunku). Podsumowując, horror jako gatunek stał się obecnie dojną krową dla producentów, przez co produkuje się dużo miernoty w ilościach hurtowych. Jeśli ktoś jest bezkrytycznym fanem gatunku, ma w czym wybierać, jeśli ktoś jest fanem dobrego i oryginalnego kina... także, ale musi szukać filmów albo bardzo klasycznych i nawiązujących do literackich wzorców, albo z pogranicza tego gatunku. Dobrze można się bawić na pastiszach, takich jak serial z Ashem czy filmy „Wysyp żywych trupów”, „Tucker and Dale vs. Evil” czy „Co robimy w ukryciu”. Natomiast gore i slashery kręcą się od dłuższego czasu w kółko, wywołując najczęściej uczucie zażenowania zamiast przerażenia.
IX edycja przeglądu kina klasy B: Najlepsze z Najgorszych składa hołd horrorom. Organizatorzy tym razem pokażą absurdalną przemoc, niskobudżetowe, krwawe efekty specjalne i dużo czarnego humoru. Zapraszamy do Lublina. Zdjęcie promocyjne horroru Martwe zło. Najnowszy, IX przegląd kina klasy B: Najlepsze z Najgorszych poświęcony będzie horrorom. Wszak ogromna część filmów klasy B to właśnie horrory. Przygotujcie się psychicznie, bo będzie naprawdę strasznie! Niskie budżety, absurdalne dialogi, kiepskie aktorstwo, kosmici, potwory, fabuła nie trzymająca się kupy, a także zaangażowanie i pasja autorów, to tylko niektóre cechy wspólne najgorszych filmów w historii kinematografii światowej. Kino klasy B zaraża entuzjazmem twórców, który udziela się także widzom. W programie przeglądu zobaczymy bardzo złe filmy, które jednak wpisane zostały do kanonu kina kultowego. WSTĘP NA WSZYSTKIE SEANSE TYLKO DLA WIDZÓW PEŁNOLETNICH, O MOCNYCH NERWACH. SZCZEGÓŁOWY PROGRAM IX PRZEGLĄDU KINA KLASY B: / poniedziałek / godz. 21:00 Martwe zło, reż. Sam Raimi horror / USA / 1981 / 85 min. Grupa przyjaciół na wakacjach, w opuszczonym domku w lesie, przypadkowo przywołuje do życia demony. Niesamowita atmosfera, niedorzeczne sytuacje i fantastyczny Bruce Campbell (filmowy Ash) walczący do upadłego z siłami nieczystymi. Wizualna uczta dla fanów krwawych horrorów i czarnego humoru. Niskobudżetowy film klasy B, który przeszedł do czołówki kina kultowego, jeden z najpopularniejszych horrorów XX wieku. Bruce Campbell jako Ash w filmie Martwe zło. / wtorek / godz. 21:00 Re-animator, reż. Stuart Gordon horror, s-f / USA / 1985 / 86 min. Niepokorny student medycyny przeprowadza eksperymenty, mające na celu ożywianie zmarłych, co prowadzi do przerażających konsekwencji. Film oparty na powieści H. P. Lovecrafta pt. „Herbert West – Reanimator”. Krwawe i nielogiczne sceny, niezapomniane wrażenia i mdłości gwarantowane. Czołówka horrorów klasy B. Jeffrey Combs jako Herbert West w horrorze Reanimator. / środa / godz. 21:00 Uliczny chłam, reż. James M. Muro horror / USA / 1987 / 91min. W dzielnicy amerykańskich slamsów, właściciel sklepu monopolowego sprzedaje bezdomnym tajemniczy specyfik, który jak się okazuje ma bardzo toksyczne działanie. Anarchistyczny, niezależny horror klasy B wpisany do kanonu kina kultowego. Autor scenariusza przyznał, że chciał demokratycznie obrazić każdą grupę społeczną tej planety. Wyjątkowo niesmaczny obraz, który zostaje w pamięci na długo, a przy tym budzi refleksje na temat naszego konsumpcyjnego społeczeństwa. Kadr z Ulicznego chłamu. WSTĘP NA WSZYSTKIE SEANSE TYLKO DLA WIDZÓW PEŁNOLETNICH, O MOCNYCH NERWACH. Każdy pokaz będzie poprzedzony krótką prelekcją. Wstęp: 5 zł Organizacja: Centrum Kultury w Lublinie, Nowa Aleksandria Miejsce: Wirydarz Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Lublin Źrodło: informacja prasowa
Sekwencje śmierci w horrorach bywają różne, ale w większości przypadków nie wypadają zbyt dobrze. Zobaczcie jedne z najgorszych scen gore w historii. Istnieje wiele czynników, dzięki którym horror może być efektywną rozrywką. Dla osób lubiących ostrzejsze rejony kina grozy, jak chociażby filmy splatter, dobre gore jest rzeczą obowiązkową. Niektóre filmy przekraczają normy z wyrywaniem wnętrzności, a inne są deczko subtelniejsze w obrazowaniu ekranowej gore można klasyfikować z grubsza na dwa sposoby: nieszczególnie brutalne, ale bezsensownie pomyślane albo po prostu źle zrealizowane. Stąd nasza lista będzie pomieszana w stopniu ciężkości – niektóre rzeczy nawet mogą przejść jako w miarę przeciętne pod względem realizacyjnym, ale musiały się pojawić ze względu na stopień idiotyzmu. Oczywiście jest to wierzchołek góry lodowej (na zdjęcie główne daliśmy z kolei scenę z „Hellraisera”, który jest przykładem filmu gore par excellence). Były już najgorsze kwestie, teraz czas na sceny. 1. „Tokijska Policja Gore”Film Yoshihiro Nishimury z 2008 roku to prawdziwa jazda bez trzymanki prosto z Japonii. Akcja filmu dzieje się w przyszłości, gdzie policja jest sprywatyzowana. Policjantka posługująca się mieczem samurajskim jest na tropie zabójcy jej ojca. Należy do specjalnego oddziału stróżów prawa, którzy za zadanie mają walkę z mutantami znanymi jako inżynierowie (Prometeusz!). Przed wami być może „najlepsza” scena z filmu: 2. „Przyjaźń na śmierć i życie”Produkcja Wesa Cravena to raczej typowy przeciętniak z lat 80 z niedorzeczną fabułą, gdzie młody naukowiec wymyśla sposób na uratowanie swojej przyjaciółki – wszczepienie do jej mózgu mikroprocesora. Oczywiście pojawiają się komplikacje. Najsłynniejsza scena z filmu wiąże się z piłką do kosza. Zobaczcie: 3. „Sentô shôjo: Chi no tekkamen densetsu”Obraz z 2010 roku opowiada o młodej kobiecie Rin, której ramię zaczyna mutować w śmiercionośną broń. Po tym jak rodzice protagonistki zostają zamordowani przez rządową organizację, postanawia się zemścić. Rzecz utrzymana jest w klimacie wspomnianej „Tokijskiej Policji Gore”. Choć cały filmik przekracza wszelkie granice absurdu, to nasza scena zaczyna się od 2:15. Zobaczcie: 4. „Krwawa gościnność”Film Alexa Chandona z 2011 roku to typowy przykład nieudanego komediohorroru, gdzie efekty gore mają być śmieszne, ale okazują się kretyńskie. Film jest klasyczną przestrogą – nigdy nie zadziera się z lokalna społecznością. Lubującej się w dość niecodziennych spektaklach. Oto przykład – patrzcie od 1:35. 5. „Władca życzeń 2”Ekranizacja Jacka Sholdera z 1999 roku na Rotten Tomatoes może pochwalić się wynikiem 0%. Zły dżin powraca, aby zdobyć 1001 dusz, dzięki czemu rozpęta Apokalipsę. W załączonej sekwencji z kasyna rozpętuje się prawdziwe pandemonium, które swoją kulminację ma na wysokości 1:50. Zobaczcie: 6. Seria „Topór”To slasher gore na maksymalnych obrotach. Wzorowany na Jasonie Voorhesie, zdeformowany chłopiec Victor Crowley (grany przez Kane’a Hoddera, jednego z odtwórców antagonisty serii „Piątku trzynastego”) rozprawia się w niesamowicie brutalny sposób z każdą osobą, która zawita na nowoorleańskich bagnach. Trylogia skrywa masę „efektownych” sekwencji zabójstw, ale wybraliśmy dwie. Choć w obu przypadkach wykonanie jest przyzwoite, to punktujemy za bezsensowność. W pierwszej głównym bohaterem jest żuchwa: A to sekwencja z 3. części: 7. „Killing Spree” W filmie z 1987 roku mężczyzna podejrzewa swoją żonę o zdradę i to wystarczy, aby wpadł w szał zabijania. Jego ofiarami są wszyscy, którzy mogą spać z kobietą. Facet ma całkiem pokaźną listę pomysłów na pozbywanie się ludzi. Niski budżet dyktuje warunki, tak jak i przesadne gore. Patrzcie na fragment zaczynający się od 0:40. 8. „Zły smak”Pozycja obowiązkowa na każdej liście tego sortu, „Zły smak” Petera Jacksona to kawalkada umyślnie złych sekwencji gore. W filmie składniki jedzenia fastfoodowego ulegają ciekawej modyfikacji za sprawą obcych, którzy postanowili zamienić nowozelandzkie miasteczko w jadłodajnię. W załączonym video mamy kompilację „gustownych” epizodów, ale prawdopodobnie najlepsze są odpowiednio na początku i na końcu. Smacznego: 9. Seria „Droga bez powrotu” Jako nieudolna pochodna „Wzgórza mają oczy” ma swoich fanów, ale zamieszczona scena na pewno nie przyniesie jej nowych. Czwarta odsłona z 2011 roku to prequel pierwszej części franczyzy, w którym grupa nastolatków zamkniętych w opuszczonym sanatorium musi stoczyć walkę o życie ze zmutowanymi kanibalami. Nie wiadomo co gorsze – sposób zejścia czy wykonanie. Zobaczcie:
Lata 80. to specyficzny okres, który dał światu kilkanaście kultowych filmów, jak również tonę dziwnych tworów, którym bliżej do kina klasy B. Jak jednak możecie się domyśleć, niektóre horrory z kategorii „tak złe, że aż dobre” na przestrzeni lat zyskały status kultowych, a ich nieznajomość to strzał w stopę. Dlatego niniejsza lista skupia się na horrorach klasy B, których prawdopodobnie nie kojarzycie, a które warto zobaczyć. Każdy, kto chce zanurzyć się w perełki gatunku horrorowego, powinien umieścić te kultowe filmy na szczycie swojej listy. Dodalibyście jakieś tytuły? Aligator (reż. Lewis Teague, 1980)Produkcja z początku lat 80. skupia się na miejskiej legendzie, zgodnie z którą mały aligator przypadkiem spłukany w toalecie dorasta w nowojorskich kanałach, by stać się prawie czterometrowym zabójcą. By jednak dodać smaczku, tytułowy aligator, aby przeżyć, pożera ciała zwierząt, które wrzucane są do kanałów przez firmę produkującą leki. A ponieważ zwierzęce zwłoki przesiąknięte są sterydami, nie pozostaje to bez wpływu na aligatora. Szybko zaczynają ginąć miejscowe psy, jak i kilku pracowników kanalizacji (oczywiście). Twardy policjant łączy więc siły ze specjalistą od gadów, żeby powstrzymać aligatora przed wkroczeniem na ulicę miasta i zabiciem jego mieszkańców. Produkcja nie tylko nawiązuje do filmów klasy B z lat 50., ale jednocześnie stara się wypłynąć na fali sukcesu filmu Spielberga Szczęki. Warto zaznaczyć, iż scenariusz stworzył John Sayles, który fanom kina klasy B znany jest z takich produkcji jak Pirania czy Skowyt. Film ma swoje świetne momenty, zarówno te pełne napięcia, jak i akcenty humorystyczne pod postacią aktora Henry’ego Silvy, który wciela się w rolę pompatycznego łowcy polującego na aligatora. Plusem jest także wygląd gada, gdyż trzeba pamiętać, że lata 80. nie były zbyt łaskawe pod względem wyglądu dla zabójczych (reż. Eric Weston, 1981)Gdy mówi się o produkcji Evilspeak, dość często pada stwierdzenie, że jest to połączenie Zemsty frajerów z Carrie – i niestety dużo w tym racji. Główny bohater Stanley Coopersmith jest w szkole wojskowej, jednak jego prawdziwą pasją są komputery, przez co jest nieustannie dręczony przez kolegów. Pewnego dnia w starej szkolnej kaplicy odkrywa sekretną księgę okultystyczną, która daje mu dostęp do arkanów czarnej magii. Dzięki niej udaje mu się przywołać demoniczne duchy, które mają dokonać zemsty na jego oprawcach. Choć produkcja miała premierę w 1981 roku, to trzy lata później jego emisja została zakazana na terenie Wielkiej Brytanii. Jest to dość niezrozumiałe, biorąc pod uwagę, iż wiele innych filmów z epoki epatowało większym okrucieństwem i obrzydliwością. Jeżeli nastawieni jesteście na dziwne i surrealistyczne momenty, to ten film was nie zawiedzie. Na szczególną uwagę zasługuje scena z nawiedzonymi świnkami, ale to coś, co musicie zobaczyć na własne oczy. Produkcja ma także drugie dno – w latach 80. rozpoczęła się zbiorowa paranoja, iż komputery znajdujące się w niewłaściwych rękach mogą przyczynić się do końca świata. Jak widać, do dzisiaj nic takiego się nie stało. Jeżeli więc uwielbiacie makabryczne filmy zemsty, to jest to produkcja jak najbardziej dla Lift (reż. Dick Maas, 1983)Jeżeli macie zamiar obejrzeć film o morderczej windzie, to zamiast wybrać dzieło M. Night Shyamalana, koniecznie sprawdźcie ten świetny duński horror. Produkcja opowiada historię technika Felixa, który próbuje dowiedzieć się, jaka tajemnica kryje się za niecodziennymi zgonami w biurowcu. W tym celu łączy siły z dziennikarzem, by odkryć sedno sprawy, zanim biurowa winda zabierze kolejne życia. Trop prowadzi ich do przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją mikroczipów dla wojska. Jak już wspomniałam, jest to raczej zapomniany duński horror, który wyróżnia się makabrą, czarnym humorem oraz kilkoma scenami naprawdę chwytającymi za gardło. Jeśli myślicie, że film o morderczej windzie nie może straszyć, to jesteście w wielkim błędzie. Dodatkowo poza efektowym ucinaniem ludzkich głów twórcy podsycają ludzki strach poprzez takie sytuacje jak uwięzienie w windzie, które niekiedy prowadzi do ataków paniki, a osoby z klaustrofobią do stanu przerażenia. Ale jakby tego było mało, ofiarami morderczej windy nie padają wyłącznie silni członkowie społeczeństwa, lecz także – co zaskakujące – ci najbardziej bezbronni: dzieci, seniorzy oraz osoby niewidome. Koniecznie musicie zobaczyć ten film, a amerykańskiego remake’u unikajcie jak ognia.